2009-03-05 00:14:43 >> Po stronie kobiety ?
Janusz Palikot to postać barwna i lubiana przez dziennikarzy. Zawsze coś przyniesie do studia, o czym potem trąbić będą inne stacje telewizyjne i radiowe. O ile robi jakieś niegroźne wygłupy pod publiczkę – można to jakoś znieść. Gdy zaczyna wygłaszać tezy nawołujące do zabijania ludzi – przesada. Dziś na Onecie pojawiła się reklama jego bloga i wpisu dotyczącego pochwały dla eutanazji, czyli mówmy wprost – prawa do zabicia człowieka przez innego człowieka. Na początek Palikot chwali dwa przypadki, w których ludzie poświęcają się dla innych. Przywołuje przykład kobiety, która przez 24 lata „codziennie zajmuje się swoim dzieckiem, czterdziestoletnim dziś mężczyzną, który nie ma żadnego życia psychicznego, a jedynie życie biologiczne”. Następnie chwali znanego podróżnika Marka Kamińskiego, który „przez kilkanaście miesięcy codziennie trenował z Jasiem Melą [chłopak porażony prądem, który miał amputowaną rękę i nogę] zanim poszli na biegun północny”. Palikot wzrusza się tymi przypadkami i bardzo je chwali. Potem porównuje te przypadki do siebie. Opisuje swoją słabość. Twierdzi, że sam nie byłby zdolny do takiego poświęcenia. „Gdy mój syn Franek, po raz dziesiąty wczoraj chciał, bym otworzył wszystkie parasole w domu i ustawił mu je na korytarzu, to miałem serdecznie dość!” stwierdza poseł. Jaki wniosek wysuwa Palikot z powyższych faktów? Że kobieta, która opiekuje się swoim synem przez 24 lata, ma prawo decydować o jego zabiciu. Że skoro on nie ma cierpliwości i miłości do swojego syna, który bejta go o nieustanne rozkładanie parasoli w korytarzu swojego domu, to ta kobieta już dawno nabyła prawo do zabicia swojego dziecka. Że to i tak dużo, że wytrzymała z nim tak długo! Palikot stwierdza zdecydowanie, że „stoi po stronie kobiety a nie Boga” i jest za legalizacją eutanazji. Tylko skoro stoi po stronie kobiety, to dlaczego chce zabić jej dziecko? Dlaczego nie zainteresuje się jej losem, problemami, potrzebami? Czy mieści się komuś normalnemu w głowie sytacja, w której człowiek pomagając drugiemu chce ŚMIERCI kogoś mu bliskiego? Świat nie wariuje. Po prostu istnieje na nim zło. Ukryte, kamuflujące się tak dobrze, że przybiera postać „dobra”. „Dobra”, którego może czasem reprezentować taki na przykład Palikot. Poseł na Sejm. Posłany to on jest... skomentuj (0) 2009-01-14 23:29:11 >> złotouści Studio jednej ze stacji telewizyjnych...
Redaktor prowadzący: Panie marszałku, jak pan skomentuje ostatnie wypowiedzi posła
Palikota? itd...itp... skomentuj (0) 2008-11-20 00:22:33 >> Gdyby homoseksualność była normą, nie istniałaby ludzkość ...
Robert Biedroń – lider
Kampanii przeciw Homofobii – chce wprowadzić na polski rynek bajki, których
bohaterami są na przykład rodziny składające się z trzech pingwinów jednakowej płci
męskiej, z których jeden to ojciec, drugi matka, a trzeci dziecko. Pan Biedroń
chce w ten sposób „odczarować panujący w naszym kraju stereotyp, że dzieciom
wychowywanym przez gejów i lesbijki dzieje się krzywda, że są gorsze od dzieci
z tradycyjnych rodzin”. Do tego dodaje jeszcze twierdzenie, że taki model
rodziny to coś normalnego i podpiera się prawami natury.
Po pierwsze, zawsze gdy
słyszę argument o naturalnych przyczynach homoseksualności to nie mogę pojąć
jak można myśleć tak nielogicznie. Gdyby homoseksualność była normą to nie
istniałaby ludzkość. Przecież jeszcze nigdy z osobników ludzkich tej samej płci
nie zrodził się trzeci człowiek. Nie rozumiem twierdzeń Pana Biedronia, gdyż
samo jego istnienie im zaprzecza. Po drugie, rodzina jest zawsze wzorcem dla młodego człowieka. Można tu przywołać choćby przysłowie „czym skorupka nasiąknie za młodu…”. Wszystko to jednak sprowadza się do tego, że wychowanie dziecka ma duży wpływ na postrzeganie przez nie rzeczywistości przez resztę życia. No więc kto nauczy chłopca bycia mężczyzną kiedy w domu są dwie „mamy”? Kto spełni lepiej rolę matki niż kobieta? Mówienie, że dzieciom wychowywanym przez gejów i lesbijki nie dzieje się żadna krzywda, to mijanie się z prawdą. Może to sprawdza się u pingwinów, ale nie u ludzi. Dlatego nie wolno – zwłaszcza w bajkach – manipulować prawdą. Dla dziecka świat bajek i ten realny to prawie to samo. I po trzecie, cytat z mojego "ulubionego" profesora Janusza Czapińskiego, psychologa społecznego z Uniwersytetu Warszawskiego, który jest zaniepokojony mówiąc „Polska pod względem kulturowym nie jest jeszcze gotowa na przełknięcie takich inicjatyw bez żadnego sprzeciwu. Zainteresować czytelników taką tematyką będzie bardzo trudno”. W takich momentach jestem najbardziej dumny z mojej Ojczyzny, Rodaków i polskiej kultury. Dumny z tego, że inicjatywy tego typu nie są przełykane beznamiętnie, wchłaniane jak gąbka. Myślę, że właśnie ten polski sprzeciw i nie branie (wbrew powszechnej opinii) wszystkiego, co z Zachodu za wzór jest wielką wartością, którą Polska wnosi do Unii Europejskiej i do świata. skomentuj (0) 2008-11-16 22:19:02 >> Ratujmy chrześcijan w Indiach Najnowszy Gość Niedzielny zamieścił wstrząsający raport o prześladowaniach i morderstwach chrześcijan w Indiach. Oto jego niektóre fragmenty:"Słyszałem tylko krzyk mojej córki. Błagałem, by ją oszczędzili. Najpierw wiele razy ją gwałcili, a potem polali benzyną i podpalili". "Skatowanego do nieprzytomności księdza Bernarda Digala fanatycy porzucili w dżungli. Brocząc krwią, przeleżał tam całą noc. Odnalazł go kierowca. Na pomoc było już za późno. Przed śmiercią przebaczył swoim oprawcom." "Oprawcy przychodzą z nożami, siekierami. Przynoszą ze sobą kanistry z benzyną i puste białe kartki. Chrześcijanin ma na nich złożyć swój podpis. Potem fundamentaliści dopisują, że dobrowolnie wrócił do swej pierwotnej i jedynej prawowitej religii. Kto odmawia – ginie." Co możemy zrobić? Oprócz modlitwy możemy wysłać też kartkę do ambasady Indii w Polsce. Gotowa kartka dołączona jest do najnowszego "Gościa". Można też napisać własnoręczną lub wysłać mail do ambasady. Wszelkie informacje wraz z przykładowym tekstem apelu zamieszczony jest tutaj skomentuj (0) 2008-11-15 00:13:37 >> change we DON'T need Znowu informacja z Ameryki. Jak doniosły media (m.in. Onet
i Nasz Dziennik) jednym z pierwszych celów nowego prezydenta Obamy będzie
„zezwolenie międzynarodowym organizacjom proaborcyjnym, otrzymującym pomoc
finansową z USA, na informowanie kobiet o możliwościach dokonywania aborcji (dotychczas,
w zamian za dalsze finansowanie z budżetu, miały zakaz prowadzenia kampanii
informacyjnej odnośnie do możliwości przeprowadzania aborcji)".
skomentuj (0) 2008-11-13 22:32:45 >> Co Pan pleciesz... Jacek Pałasiński, znany dziennikarz TVN 24, w czasie
piątkowej audycji w tejże stacji powiadomił wszystkich widzów, że Barack i
Michelle Obama nie planują kolejnych dzieci i nie będą ich mieli. Pan Pałasiński skwitował tę
informację stwierdzeniem: „Oczywiście, jeżeli nie będzie żadnego wypadku przy
pracy”. Popatrzcie, jakie to życie według Jacka Pałasińskiego jest nudne, szare i niebezpieczne. Taki seks na przykład to praca wykonywana parami, grożąca wypadkiem w postaci dziecka. Redaktorze Pałasiński! Proszę nie zapomnieć o kasku ochronnym, szelkach bezpieczeństwa, rękawicach roboczych i gumofilcach! A przy łóżku proszę koniecznie ustawić drabinę. Bo przyślemy inspektorat BHP na kontrolę! To takie pozornie nie mające znaczenia gadanie sprowadza posiadanie dzieci do skutków ubocznych życia, małżeństwa i seksu... Dzieci są najpiękniejszym CELEM tego wszystkiego co wymienilem! skomentuj (0) 2008-09-17 23:02:52 >> Echa pielgrzymki :))) Pielgrzymowanie w głąb siebie Wielu ludziom kojarzy się albo z dewocją albo z czymś na wzór wycieczki krajoznawczej. Piesza pielgrzymka na Jasną Górę jest jednak przede wszystkim fenomenalną podróżą w głąb swojej duszy. Świat w którym żyjemy jest głośny, hałaśliwy. Wszyscy o tym wiemy. Jednak rzadko zdajemy sobie sprawę, że ten hałas niszczy nasze życie wewnętrzne, które domaga się wyciszenia. Pielgrzymi szlak jest okazją na medytację, dialog z samym sobą oraz z Bogiem, który często przemawia do człowieka w ciszy. Potrzeba człowieka Łatwo jest zrozumieć pielgrzymów sprzed wieków. Oni pielgrzymowali pieszo gdyż nie mieli innego wyjścia. Ale dziś? Po co iść wiele kilometrów, często w trudnych warunkach, bez kontaktu ze światem? Czy nie lepiej po prostu wsiąść w samochód i pojechać na Jasną Górę? Pomodlić się, zanieść swe prośby, intencje i wrócić do domu. Okazuje się jednak, że mimo technicznego postępu potrzeby człowieka są niezmienne. Ojciec Jan Góra stwierdził kiedyś, że „mamy pokusę ażeby dom zostawić, porzucić, ażeby pójść, wyruszyć…”. To porzucenie domu oprócz dosłownego znaczenia ma też sens symboliczny, niematerialny. Jest to konieczne. Na pielgrzymce otwieramy bowiem klatkę naszych czasowych ograniczeń, zrywamy sidła codziennych obowiązków. Wszystko po to, aby uświadomić sobie, że to nie jest nam niezbędne do życia. Nasza Ojczyzna jest w Niebie a to wymaga umiejętności (choćby czasowego) zerwania z ojczyzną ziemską. To paradoks, ale zostawiając za plecami nasz uporządkowany świat materialny zaczynamy porządkować nasz świat wewnętrzny. Pielgrzymka porządkuje nasze życie. W poszukiwaniu pokory Każdy dzień drogi każe pielgrzymowi stanąć w zależności od zastanych warunków, od drugiego człowieka. Na co dzień jesteśmy często „niedzielnymi” katolikami. Chodzimy do kościoła, pomagamy innym, regularnie się spowiadamy. Nie jesteśmy zimni. Ale czy jesteśmy gorący? Czy nie czujemy się wewnętrznie letni? Na pielgrzymim szlaku prawdziwie testujemy naszą pokorę. Trzeba spać gdzie wskażą – na sianie, w namiocie czy w przedpokoju. Trzeba jeść czasem niezbyt świeży chleb, czasem „lurowatą” herbatę. Te wszystkie z pozoru drobne sprawy ukazują nam prawdę o nas samych. Są miernikiem naszej pokory. Gdy ją w sobie odnajdujemy od razu doświadczamy działania bożych łask. Niech dowodem na to będzie świadectwo pewnego pielgrzyma: „Siedziałem pod lasem. Nie miałem nic do jedzenia. Pielgrzymi podali mi kanapkę, a potem pół jabłka. Jadłem z apetytem i łzami. W głowie mi szumiało”. Takich historii na pielgrzymim szlaku jest każdego roku tysiące. Trudniej doświadczyć takich chwil na co dzień, gdy jesteśmy na ogół doskonale przygotowani na zaspokojenie każdej, najmniejszej potrzeby. Na pielgrzymce pielgrzymowi nic się nie należy. I to jest piękne. Człowiek, który wszystko ma nigdy nie doświadczy czyjejś dobroci. Nigdy też nie musi pokornie prosić o pomoc. „Muszę dzisiaj” Pielgrzymi są świadkami wiary. Uczucie, które ogarnia człowieka wchodzącego na Aleje Jasnogórskie jest nie do opisania. Chce się powtórzyć za Świętym Pawłem „W dobrych zawodach wystąpiłem”. To gorące uczucie Wiary i świadomość dobrze przeżytego czasu pielgrzymowania. I to wszystko tak radośnie chce się pokazać innym, wyśpiewać, dziękować, ofiarować Maryi. Być prawdziwym świadkiem działania Ducha Świętego. Świadectwo dawane przez pielgrzymów przynosi efekty. W książce „Przypatrzmy się powołaniu naszemu” wieloletni dyrektor Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej ks. Stanisław Ruchała przywołuje zdarzenie, gdy pewien człowiek nagle podszedł do niego na trasie pielgrzymki prosząc o spowiedź. „Zdziwiłem się tak nagłym pragnieniem i spytałem „co skłoniło pana do tak nieoczekiwanego czasu spowiedzi?” W odpowiedzi usłyszałem takie wyznanie: „Pomyślałem sobie, skoro tak wielu ludzi idzie do Częstochowy, to ja muszę się przynajmniej wyspowiadać. Muszę dzisiaj.”. Pielgrzymka trwa Dla wielu pielgrzymów powrót do domu jest trudny. Te rekolekcje w drodze stanowią bowiem namiastkę bożego świata, w którym posługujemy się bardziej zmysłem patrzenia sercem aniżeli jakimkolwiek innym. Tu wszystko jest prostsze a po powrocie czekają na pielgrzymów stare problemy dnia codziennego. Jednak pielgrzymka na Jasną Górę uczy i formuje. Człowiek po pielgrzymce już nie jest taki sam. I często wraca za rok by ponownie wyruszyć. Na Jasną Górę i w głąb siebie. skomentuj (0) |
|
|||||||